W każdym poście zaznaczam o mojej suchej cerze, walce z natrętnymi suchymi skórkami  w okolicach nosa i innych nieprzyjemnościach. Robię to po to, żeby przy każdej recenzji produktu pokazać wam czy produkt spełnia swoje funkcje, a producent nie poleciał w kulki. Dlatego dziś przedstawię wam mój nawilżający hit i tak zostanie przez parę najbliższych piątków, gdzie będę wam proponować moich nawilżających ulubieńców i pokazywać moje pielęgnacje. Zapraszam do miłej i mokrej lektury.

O produktach Dr. Ireny Eris słyszałam już dobre kilka lat wstecz, marzyłam o przetestowaniu ich lecz zawsze było coś potrzebniejszego do kupna niż kosmetyki. Sytuacja zmieniła się, kiedy wybrałam się do kosmetyczki z problemem suchej twarzy. Pani Ania złapała się za głowę jak zobaczyła moją suchą, odwodnioną, przebarwioną i pozbawioną blasku cerę. Wykonała mi dwa zabiegi: nawilżenie kwasami i oczyszczenie twarzy, dzięki którym moja skóra w końcu była miła w dotyku, oczyszczona i nawilżona. Wiedziałam, że bez kontynuacji pielęgnacji cery powróci ona do tego tragicznego stanu z którym się borykałam. Przeszukałam internet wszerz i wzdłuż, pomoc znalazłam na sephora.pl kiedy znowu ujrzałam kosmetyki Dr. Ireny Eris. Poczytałam recenzje i nie czekając długo złożyłam ogromne zamówienie (portfel to odczuł). Tonik nawilżający był moją pierwszą próbą ratunku. Jest do skóry odwodnionej, wrażliwej i suchej. Stosuję go po dokładnym oczyszczeniu cery na sam wieczór.


Kiedy przyszło mi otworzyć tonik i nanieść na wacik, moje umiejętności zawaliły: nie potrafiłam okiełznać dozownika. Po prostu stałam w łazience z 10 minut i walczyłam z nim na każde strony. Dopiero mój narzeczony oświecił mnie, że należy delikatnie buteleczkę przechylić i nacisnąć, a produkt wyleci. Ot taka ze mnie beauty blogerka. Buteleczka ma 200ml toniku, na wacik należy nanosić niewielką ilość, więc myślę, że będzie wydajny. Stosuje go tydzień czasu, w trudnych warunkach choroby (złapałam jakąś kilku dniową grypę), więc moja cera tym bardziej jest przesuszona i potrzebuje wszystkiego co nawilża. Pierwsze wrażenie po naniesieniu go na cerę było niesamowite. Zaczynając od jego zapachu, który przeniósł mnie na Tulum – przysięgam, że lepszego zapachu mój nos nie poczuł od dziecka. A kończąc na delikatnym i przyjemnym mrowieniu twarzy. Kiedy wchłonął, efekty były od razu zauważalne. Nawilżenie, delikatność, blask – powróciło! Jego cena na sephora.pl to 59,90zł. Wliczając w to jego pojemność i niewielkie zużycie uważam, że cena nie jest wygórowana.

Na pewno dam wam znać przy pielęgnacji cery, czy nadal jest moją miłością. Mieliście styczność z kosmetykami od Dr. Ireny? A może macie innych swoich nawilżających ulubieńców? Dajcie znać w komentarzu.

SOCIAL MEDIA
INSTAGRAM FACEBOOK
EMAIL: kontakt@pisanepedzlem.pl
HASZTAG NA INSTA: #inspiredpoulciak