Ta recenzja zanim wyszła nosiła nazwę: „Kiedyś dodać”, dziś nadszedł czas na kiedyś. Bohaterem dzisiejszej notki jest LOVELY, Liquid Camouflage, czyli kryjący korektor w płynie. To jedyny korektor, którego kocham i nienawidzę równocześnie. Dziś opowiem trochę o nim, o jego opakowaniu, zapachu, czy rzeczywiście kryje, o wadach i zaletach. Zapraszam.
Korektor kupiłam w Rossmannie za 13zł. i pomijając fakt, że został mi sprzedany produkt bez numerka koloru to cena jest naprawdę kusząca do przetestowania. Opakowanie jest zwyczajne z aplikatorem z gąbeczką.Konsystencja jest kremowa, nakładając go pod oczy mam wrażenie, że jest za ciężki na moją cerę. Przypominam, że mam suchą i wrażliwą skórę, więc potrzebuje naprawdę cuda, żeby korektor mnie nie zawiódł. Jego plusem jest niesamowity zapach, który kojarzy mi się z dzieciństwem. Mimo, że pod oczami nie sprawdził mi się to nakładam go cieniutkim pędzelkiem punktowo na niezadowalające miejsca na twarzy. Byłam sceptycznie nastawiona do „tego dobrego krycia” o którym wspominały dziewczyny na wizażu, ale rzeczywiście po nałożeniu jednej warstwy jest już efekt wow. To również mój ulubieniec do odcinania cut crease na powiekach. Niestety ma również swoje minusy, jakim jest na przykład niewydajność. Kupiłam go trzy tygodnie temu i po upływie tego czasu jest już go niewiele. Na ściankach opakowania korektor tam zostaje i ciężko go wydobyć. No i kolejnym największym minusem jest to, że ciemnieje (swatch poniżej).
Zdjęcie ciemniejącego korektora zostało zrobione 5 minut od nałożenia pierwszej, świeżej warstwy. Podsumowując, naprawdę kocham i nienawidzę ten korektor równocześnie. Ma swoje zalety, ale również wady, które staram się zaakceptować. Miałyście kiedyś korektor od Lovely? Jak wasze wrażenia?

SOCIAL MEDIA
INSTAGRAM FACEBOOK
EMAIL: kontakt@pisanepedzlem.pl
HASZTAG NA INSTA: #inspiredpoulciak