/widgets.js";var sz=d.getElementsByTagName(s)[0];sz.parentNode.insertBefore(z,sz)}(document,"script","zb-embed-code"));

Zazwyczaj korzystam z matowych bądź satynowych pomadek, błyszczyki kojarzą mi się z włosami lepiącymi się do ust i ciągłym wrażeniem, że mam coś brudnego na twarzy. Dlatego unikałam jak ognia wszelkiego rodzaju błyszczyków, lip glaze’ów etc. No właśnie, unikałam. Co sprawiło, że jednak skusiłam się na moje pierwsze „spotkanie” lips to lips od Stili?


Przypadkowe spotkanie w TK Maxie. Serio, to wyglądało mniej więcej tak: weszłam przejrzeć czy jest coś nowego z kosmetyków, podeszłam do wielkiego wózka, a w nim leżały dwie, zagubione i smutne lip glazy od Stili. One wręcz krzyczały: C’mon, weź nas. Cena była też o wiele niższa, niż w internecie, a przecież kobieta lubi nowe kosmetyki…więc tak znalazły się u mnie. Leżały sobie parę dobrych miesięcy na szafce, zanim wzięłam się do testowania. Ale w ramach obrony, testowałam w między czasie dwa nowe kolory z MAC Cosmetics.


Mój wybór padł na kolor tangerine, o pięknej brzoskwiniowej barwie  (niech was nie zwiedzie ta różowa poświata, ciężko pokazać na zdjęciu jego piękny brzoskwiniowy odcień) oraz na strawberry i jak sama nazwa mówi jest to truskawkowa czerwień. Cudownie się błyszczą, można je nakładać zarówno same, jak i na pomadki. I chyba tylko to mi się w nich podoba. Naprawdę ciężko przekonać mnie do lepiących się ust. Uwielbiam ten błysk, ale sam fakt, że czuję lip glaze na ustach powoduje u mnie niechęć. Jest to moje pierwsze wrażenie, więc nadal będę testować. Póki co nie ma z tego wielkiej miłości.

Macie sposoby na lepiące się błyszczyki? Ciężko mi dogodzić w tej kwestii, ale nadal szukam idealnego błyszczyka, który nie będzie się kleił.

TU MNIE ZNAJDZIESZ INSTAGRAM FACEBOOK
EMAIL: KONTAKT@PISANEPEDZLEM.PL